Lepsza herbatka niż tabletka

Zioła uczą cierpliwości, szacunku i pokory. Wielką przyjemnością może być wyjazd wczesną wiosną za miasto do lasu, zebranie ziół i samodzielne przyrządzenie leczniczego specyfiku.

Magdalena Gorzkowska z wykształcenia jest archeologiem i muzealnikiem, natomiast z zamiłowania zielarką, która posiadła rzetelną wiedzę na temat ziół i ich praktycznego zastosowania, w różnych dziedzinach życia.

– Zielarstwo to moja największa pasja – przyznaje w rozmowie. Zioła, w książce którą napisała, usystematyzowane są zgodnie z kalendarzem zbiorów, czyli od wiosny do jesieni. To raczej niespotykana praktyka. – Zawsze sama chciałam mieć taki zielnik, w którym zioła byłyby opisane zgodnie z harmonogramem zbiorów. Kiedy zaczynałam interesować się jakąś rośliną, to bardzo często nie udawało mi się jej namierzyć w przyrodzie, bo już przekwitała i musiałam czekać do następnego roku – opowiada autorka. – Brakowało mi także przepisów, zwyczajnych prostych receptur, które można przygotować domowym sposobem bez używania kolb, destylatorów, mechanizmów.

 

Wiosna oraz jesień

Zaprezentowane przez nią zioła można suszyć w domowych warunkach, niepotrzebne są specjalne suszarnie czy laboratoria. – Napisałam książkę, żeby każdy mógł mieć w domu własne zioła, na wyciągnięcie ręki. Nie jest to takie trudne i skomplikowane. Książkę dedykuję amatorom, którzy nie chcą specjalnie zagłębiać się w zielarstwo, ale chcieliby sami przygotować jakąś maść czy inną miksturę. Poza tym frajdą jest wyjechać wczesną wiosną za miasto do lasu, zebrać zioła i samemu przyrządzić specyfik ‒ dodaje Magdalena Gorzkowska.

Jej życie wytyczają dwie pory roku: wiosna i jesień, wtedy właśnie zbiera się zioła. Wiosną, kiedy rośliny przygotowują się do kwitnienia i mają w sobie najwięcej zdrowotnych bogactw oraz jesienią, kiedy magazynują je przed zimowym snem. – Jesienią zbiorów jest zdecydowanie mniej, bo przede wszystkim zrywa się owoce jarzębiny, tarniny, głogu. Październik, listopad, to ostatnie terminy do zbiorów niektórych korzeni. Najbardziej pracowita jest wiosna. Rośliny dojrzewają jedna po drugiej, a pogoda też ma kolosalne znaczenie, gdyż zioła zbiera się zawsze rano, po obeschnięciu z rosy, i w pogodny dzień. Jeżeli się zbierze mokre, to potem wszystko spleśnieje – ostrzega.

Skończyła studia podyplomowe z muzealnictwa. Osiem lat była dyrektorem muzeum w Starachowicach – Zespołu Wielkopiecowego z końca XIX wieku. Jest to jedyny taki obiekt w Europie, z zachowanym kompletnym ciągiem technologicznym. – Sporo udało mi się w muzeum zrobić, bo pozyskaliśmy środki z grantów europejskich i mogliśmy całość wyremontować – mówi Magdalena Gorzkowska. Kiedy ponad rok temu ukończyła remont, podziękowano jej za pracę – ale nie skarży się. Wtedy, z racji wolnego czasu, zaczęła pisać książkę.

Nie jestem znachorem

– Ja, archeolog i muzealnik, zielarstwem i ziołolecznictwem zainteresowałam się trochę niechcący – przyznaje. – Ale dzisiaj to całe moje życie.

Od 2000 roku współpracuje ze Stowarzyszeniem Starożytników z Warszawy. Organizują festyny historyczne, na których prezentują warsztaty z wczesnego i późnego średniowiecza, wszelkiego typu rekonstrukcje. Przypominają, jak dawniej ludzie gotowali, lepili garnki, tkali, szyli z materiałów, ze skóry. Jej przypadło w udziale prezentowanie sztuki zielarstwa, w ówczesnej codziennej kuchni i medycynie. Na pierwszej imprezie pokazała zaledwie kilka produktów, dzisiaj asortyment wytwarzanych przez nią specyfików liczy kilkadziesiąt pozycji.

Przy okazji Magda Gorzkowska odnalazła w sobie chęć niesienia pomocy innym. Mówi, że altruizm ma zapewne po mamie pielęgniarce, podobnie jak obycie z chorobami. – Sprawia mi ogromną satysfakcję, gdy mogę kogoś obdarować moimi specyfikami i wiem, że pomagają. Ale zaznaczam, nie jestem znachorem, nie jestem lekarzem, mówię to kategorycznie i stanowczo – podkreśla.

– Uważam, że jeśli człowiek zajmuje się zielarstwem, to musi mieć jakieś medyczne rozeznanie. Zdarza się, że trafia do mnie ktoś, kto nie chce iść do lekarza i myśli, że ja go wyleczę, czasami z bardzo poważnych chorób. Ja go nie wyleczę, ja go kieruję do specjalisty! Zioła wspomagają leczenie, leczą drobne schorzenia, zastrzegam ‒ bardzo drobne schorzenia. Nie podejmuję się leczenia, nie jestem lekarzem i nie potrafię go zastąpić – mówi z całą stanowczością Gorzkowska. – Ziołami można pomóc sobie przy skaleczeniach, urazach, infekcjach, ale na pewno ziołami nie wyleczymy raka lub innych poważnych chorób, takie twierdzenia to szarlataneria. Owszem, trwają badania, sama farmakologia wzięła się z zielarstwa, ale to dzisiaj dwie różne dziedziny – dodaje.

Pierwszy zachwyt

Zielarstwo jest bardzo rozległą dziedziną wiedzy. Mnogość roślin, ich odmian jest zadziwiająca. Laikowi łatwo pomylić te dobre ‒ z tymi które szkodzą. Niektóre zbawienne rośliny mają bardzo do siebie podobnych, trujących kuzynów. Dlatego zbierane okazy należy wnikliwie obserwować, oglądać i porównywać z tymi w książce. Czasami różnica jest w budowie liścia albo kwiatu. Trzeba być uważnym, żeby nie narobić sobie kłopotów. Magda Gorzkowska podkreśla, że bardzo zdradliwe są te baldaszkowate. Pasternak trudno pomylić, bo jest zielonkawo-żółty, ale już taki szczwół plamisty jest niewiarygodnie trującą rośliną i łatwo go pomylić. Jest szalej jadowity, który też jest baldaszkowaty, i można go pomylić z niosącym ulgę biedrzeńcem mniejszym albo większym, albo z podagrycznikiem. – Na wszystkie rośliny trzeba bardzo uważać ‒ podkreśla zielarka.

Pierwszym ziołem, którym się zauroczyła, i które natchnęło ją do działania był nagietek. Swoją pierwszą maść zrobiła z nagietka według przepisów ojców benedyktynów – obdarowała nią znajomych. Nagietek leczy skaleczenia, otarty naskórek, działa na otwarte rany, świetnie ziarninuje skórę, ale działa także na pryszcze, trądzik, opryszczkę. Potem zrobiła jeszcze syrop z mniszka lekarskiego; wszyscy wiedzą jak wygląda mniszek, bo lepiej znany jest pod pospolita nazwą mlecza.

Na początku obłożyła się wszelką dostępną literaturą, powoli wchodziła w zaczarowany świat łodyg, kwiatów, liści, korzeni... każdego roku odkrywała dla siebie coś nowego. Dzisiaj, po 13 latach doświadczeń, ciągle poszukuje nowych, dotychczas nieużywanych przez siebie ziół. Za najlepsze uważa receptury benedyktynów – oni jako pierwsi zaczęli czytać antyczne księgi lekarzy i stosować je w praktyce, posiadają olbrzymią wiedzę zielarską, dlatego ufa ich recepturom i z nich korzysta. Wyczytała niedawno z klasztornych przepisów, że na chore gardło, przy anginie czy chrypie, powinno się robić na szyi okłady z twarogu. Przetestowała ten przepis. Pomógł. Wie, że to może budzić zastrzeżenia, ale to naprawdę działa. Z kolei maść majerankowa świetnie działa na katar u niemowlaków. Przepis na maść? Proszę bardzo: łyżka masła, łyżeczka majeranku i prawie gotowe.

Czyta i wykorzystuje także przepisy Hildegardy z Bingen, XII-wiecznej benedyktynki uznanej za świętą, która jako jedna z pierwszych zapisywała receptury mikstur. Publikacje Hildegardy z zakresu medycyny ludowej dały jej miano „pierwszej niewiasty pośród lekarzy i przyrodników Niemiec”. Wprawdzie niektóre jej przepisy nie przystają do dzisiejszej rzeczywistości, ale są i takie, które działają z dobrym skutkiem, jak wino pietruszkowe czy miód gruszkowy.

Eliksiru miłości Magda Gorzkowska jeszcze nie próbowała robić, ale żartuje że się postara. Tajne składniki to lubczyk, macierzanka i płatki róż. Kiedy nazywam ją wiedźmą, uśmiecha się nieśmiało, wzdycha i mówi, że bardzo jej jeszcze daleko do prawdziwej wiedźmy. – To jest tak obszerna wiedza, że nie wiem, czy kiedykolwiek zdołam ją zgłębić – przyznaje. Swoje 13 lat zajmowania się zielarstwem uważa za rzetelny, ale skromny dorobek.

Wrócić do natury

Na jej autorskie spotkania zawsze przychodzi wiele osób zainteresowanych zielarstwem. – Mieszkańcy dużych miast dość sceptycznie podchodzą do ziół. Wolą pójść do apteki kupić tabletkę, połknąć i poczekać na efekt. Chyba nie wierzą w moc ziół. Natomiast w mniejszych miastach czy na wsiach, ludzie bardziej są zainteresowani ziołami, może dlatego, że są bliżej natury ‒ zauważa.

Faktycznie, nawet lekarze biją na alarm, że Polacy biorą zbyt dużo antybiotyków. Czasami już przy byle infekcji. A gdzie naturalne metody leczenia jak mleko z miodem, napar z lipy, sok z malin, moczenie nóg? Przy niskiej gorączce bierzemy aspirynę albo inne leki, a czy nie lepiej napić się wywaru z bzu lub naparu z naturalnej aspiryny, czyli wiązówki błotnej? – Bardzo smaczna herbatka i naturalna aspiryna – zachwala Magda Gorzkowska.

– Przecież salicylany, które są w aspirynie zostały wyekstrahowane z rośliny, a leczy cała roślina. Aspiryna w dużych ilościach może zaszkodzić, a herbatka z wiązówki na pewno nie. Podobnie jest z pokrzywą i żelazem – wyjaśnia.

Gdy weźmiemy za dużo żelaza w tabletce, pojawiają się skutki uboczne. Co innego żelazo w herbatce z pokrzywy, zielarka zaleca ją pić codziennie. Pokrzywa to zapomniana i niedoceniana u nas roślina – jej zdaniem najlepsza jest majowa – świetnie pomaga na wiele schorzeń, bardzo dobrze robi na bóle reumatyczne.

– Mniszek lekarski i pokrzywa to są nasze, rodzime pospolite rośliny, które fantastycznie działają na oczyszczanie organizmu. Łodygi mniszka lekarskiego benedyktyni zalecają żuć cukrzykom, bo obniżają poziom cukru we krwi – zdradza zielarka.

Nie neguje chińskiej medycyny, która opiera się na ziołach i naturalnych składnikach, a do tego ma wielowiekową tradycję i doświadczenie, ale sceptycznie podchodzi do stosowania ziół, które rosną pod inną szerokością geograficzną. – Wychodzę z założenia, że powinniśmy stosować te zioła, wśród których wzrośliśmy i wychowaliśmy się, które nas otaczają. Natura dała nam naszą własną aptekę, dała nam choroby i lekarstwa na nie, w rosnących wokół roślinach…‒ uważa.

Zioła są bezpieczne, choć jak zastrzega Magda Gorzkowska, czasami mogą być alergiczne. – Myślenie jest takie: wezmę tabletkę i mam z głowy dolegliwości. A zioła trzeba pić regularnie, przeważnie ciepłe. Zioła są wymagające, nie działają natychmiast, uczą cierpliwości, szacunku – na pewno pokory, bo pokazują mądrość i potęgę przyrody.

Małgorzata Pietkiewicz

 

>>> Przeczytaj więcej o odnawialnych źródłach energii >>>